Psychoterapia Gestalt w mieście Kraków i warsztaty rozwoju osobistego -PraPełnia

Baśń o miłości

Baśń ta składa się - podobnie jak wszystkie zresztą baśnie filozoficzne - z czterech części. Powody tego tetragramatycznego podziału wyłuszczyłem już wcześniej, w jednej z poprzednich moich baśni, tak więc ciekawy czytelnik winien sięgnąć do tego tekstu i rozważyć, czy argumenty na rzecz tetragramatyczności są istotnie ważkie i przekonujące. Tu jedynie mogę napomknąć, iż cztery to nie tylko liczba szczęścia i całkowitości, lecz także jest to liczba tego świata, jedynego, na którym możemy osiągnąć spełnienie naszych pragnień…

 

Część pierwsza

Kiedyś, dawno, bardzo dawno temu, w głębokim śnie – w którym niegdyś, u początków świata, pogrążony był sam Adam - zobaczyłem rzeczywistość miłości…. ujrzałem ją. Była cała zbudowana z moich spojrzeń, a pomimo tego odbijała je wszystkie. Nie byłem więc pewny, czy widzę siebie, czy też może widzę coś, co przynależy do niej. A pomimo tego w jej oczach mogłem ujrzeć głębię swego jestestwa, które dotychczas pozostawało mi nieznane. Wraz z tym spojrzeniem narodziło się najgłębsze pragnienie, pragnienie jakiego dotąd nie znałem. Obudziło się też Życie, które jest przecież samym pragnieniem, nieustannym pożądaniem samego siebie. Tak oto spotkały się dwie rzeczy na tym świecie najsubtelniejsze – spojrzenie i pożądanie. Spotkały się i zlały w jedno, nie pozwalając bym uczynił choćby najmniejsze odróżnienie, które sprowadziłoby mnie na manowce, odwodząc od ścieżki prawdy. Albowiem Życie, które jest najgłębszym pożądaniem siebie samego, nigdy nie szuka zadowolenia poza sobą. Znaczy to, że tylko w chwilach najwyższej przyjemności zanurzamy się nim bez reszty. Najwyższa przyjemność rozpoczyna się bezwiednie od spojrzenia…

 

Część druga

Po przebudzeniu, niby jakowyś budda, który właśnie co wyzwolił się ze złudzeń tego świata, zapytałem siebie: jakże mam spotkać to spojrzenie w świecie pozasennym? Jakże mam go szukać pośród tłumu ludzi? Postanowiłem zatem, że przywołam całą wiedzę, zamieszkującą moje trzewia, wiedzę powstałą na długo przed przebudzeniem się mego świadomego umysłu, i zasięgnę jej rady. Już po wielokroć czyniłem to wcześniej, zapytując ją o sprawy tego świata. Zawsze wtedy przychodziła do mnie w postaci nieoczekiwanej i oddawała swe spichlerze na me użytkowanie. Także tym razem odwieczna mądrość pojawiła się w postaci niezwykłej, i rzekła mi: „Podobne przez podobne poznawaj. Jeśli chcesz zatem ujrzeć spojrzenie to, upodobnij się do jego przedmiotu, stań się obiektem jego uwagi, zlej się z upragnionym przedmiotem pożądania spojrzenia tego. Stań się esencją Życia, zawsze pozostającego sobą i nigdy nie powtarzającego się, a zarazem nieustannie, niczym złota osnowa, podtrzymującego tkaninę rzeczywistości. Widzimy bowiem jedynie to, czym jesteśmy.”

Trudne były to słowa. Najwyższe wymagania stawiane przez odwieczną mądrość przytłoczyły mą duszę…

 

Część trzecia

Jakże bowiem niepodobne ma się upodobnić do niepodobnego? Jak to, co swoje i własne, ma stać się bliźniacze względem czegoś całkiem innego, nie mego i obcego? Jak to, co jest całkowicie w sobie ma wychynąć poza siebie i zbliżyć się w swej istotowości do nie znanej sobie dotąd istoty? Czyż to możliwe by dwa stało się jednym? Pytania te gnębiły mą duszę, utraciłem wszelki spokój i równowagę ducha. Pocieszałem się nieustannie słowami zasłyszanymi od mądrości - rzekła mi przecież, że realność temu światu nadaje nasze pragnienie, jeśli zatem chcę spotkać to spojrzenie w świecie pozasennym, muszę pragnąć i pożądać. Pożądanie jest albowiem absolutne, zawiera w sobie i daje z siebie wszystko, jest absolutnym pragnieniem całości istnienia we wszystkich jego przejawach. Muszę pragnąć, nie samego jednak spełnienia, ale wszystkiego, co Życie ze sobą przynosi. Albowiem Życie zaskakuje, z pełni swych przeciwieństw darząc przypadającym nam fragmentem - najpiękniejsza miłość to często ta niespełniona, a najwyższe oświecenie to, to nieosiągnięte!

 

 

Część czwarta

Nie spodziewałem się, że część ta zostanie wkrótce dopisana – jak to zwykle bywa w baśniach - przez samo Życie. W chwili najbardziej niespodziewanej spotkałem ją w świecie pozasennym i pokochałem najgłębszym pożądaniem, wyrastającym z samych trzewi. Wraz z przebudzeniem się tego pożądania pojąłem jednak, że z mych ust może wypłynąć jedno tylko wyznanie. Rzekłem jej: „Chciałbym, by moja śmierć miała Twe oczy. Chciałbym, by me gasnące spojrzenie odbiło się w spojrzeniu Twoim. Chciałbym, by śmierć i Życie spotkały się w jednym punkcie, który jest początkiem i końcem. Albowiem szukałem długo, przepatrując kamienie i niebo, rzeki i trawy, kwiaty, drzewa i owoce, zwierzęta i chmury, aż wreszcie znalazłem, i zobaczyłem, a gdy zobaczyłem, poznałem, a gdy poznałem, brama do innego świata stanęła przede mną otworem. Tak, w Twych oczach ujrzałem prawdę, w Twych oczach świat po raz pierwszy pozwolił mi zobaczyć się takim, jaki jest.”

I powiedziane jest: Bóg otwarł oczy i zobaczył, że świat nie istnieje. Wtedy przymknął oczy i rozdwoił się, a gdy ponownie otworzył oczy, zabłysły gwiazdy, Słońce i Księżyc, Ty i ja…

 

autor: Mirosław Piróg,  w PraPełni prowadzi zajęcia "W kręgu wiedzy"